04 grudnia 2019

Zawsze zostaniesz w mojej pamięci


ul Piotrkowska
Łódź 2017 r.
 W sobotę 30 listopada 2019r, rano odczytałam wiadomość:
„Kochani! Dziś o 1.00 w nocy (30.11.2019r), po krótkim pobycie w szpitalu w Kaliszu zmarł
br. Mariusz Kielerski FDP – Orionista”
Choć wewnętrznie wiedziałam, że to nie może być żaden żart, to jednak musiałam to usłyszeć od znajomych z Kalisza. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że br. Mariusz przeszedł już na tamten świat.
Na stronie Orionistów i parafii, w której pełnił swoją posługę napisano jego krótką historię życia – kiedy się urodził, jakie skończył szkoły, gdzie posługiwał w czasie życia zakonnego. Żadne życiorysy tak naprawdę nie opisują tego jakim był człowiekiem, dlatego postanowiłam napisać o br. Mariuszu kilka słów.

Aleja Róż
Łódź  2017 r.
Brata Mariusza poznałam w 2007 roku w czasie pieszej pielgrzymki z Kalisza do Częstochowy. Brat Mariusz jeździł autem i dbał, aby pielgrzymi mieli co jeść i pić. Z racji mojej niepełnosprawności niestety większość pielgrzymki przejechałam razem z Michałem i br. Mariuszem w aucie. Był to dla mnie ogromny zaszczyt spędzić ten czas z br.Mariuszem, ponieważ przejechane kilometry przeznaczyliśmy na rozmowy na ważne i mniej ważne tematy.Jaki był br. Mariusz?W moich oczach br. Mariusz był zakonnikiem, z którego nie jeden zakonnik/ksiądz mógłby brać przykład. Był człowiekiem uśmiechniętym, pełnym humoru, o sercu na dłoni, chętnym do pomocy, przejmującym się osobami, które kochał – a kochał tak jak Jezus, nauczał każdego i bez oceniania. A co najważniejsze był zawsze prawdziwy w swoich zachowaniach, co myślał to mówił. Bardzo kochał swoją rodzinę - swoją mamę, brata i jego rodzinę, dużo mi opowiadał, dzielił się swoimi radościami i zmartwieniami, prosił mnie o wsparcie modlitewne dla swojej rodziny. Gdy pełnił posługę w ośrodku w Kaliszu na ul. Kościuszki, opowiadał mi, że zabiera podopiecznych by trenowali grę w piłkę nożną. Jaka wielka radość była, gdy chłopcy zdobyli puchar dla ośrodka, a później wzorując się na piłkarzach polskiej reprezentacji śpiewali „Przez Twe Oczy Zielone...” Ta wygrana, a przede wszystkim radość chłopaków była dla br. Mariusza największym podziękowaniem. Gdy chłopcy już opuścili ośrodek zawsze cieszył się, że utrzymywali z nim kontakt. Starał się być dla nich przyjacielem, pomocą, cieszył się z każdej ich radości i ich sukcesów życiowych. Nie raz opowiadał mi, że się zdenerwował bo rozrabiali, ale był pierwszy, aby skoczyć za nimi w ogień. 
Dla mnie br. Mariusz był jak starszy brat – kochający czystą miłością płynącą od Boga, zawsze umiał po głosie poznać jaki mam humor, potrafił rozśmieszyć, pocieszyć, wesprzeć, ale gdy trzeba było potrafił powiedzieć prawdę, że źle robię. Zawsze pamiętał o mnie i mojej rodzinie, przy każdej naszej rozmowie telefonicznej wypytywał się o rodziców i siostrę, powtarzał że pamięta o nas w modlitwie. A gdy już poznał moją rodzinę osobiście, traktował jak swoją.W relacji z br. Mariuszem najpiękniejsza była nasza przyjaźń oparta na wierze w Boga, oboje zawsze wiedzieliśmy, że naszym celem jest życie w wieczności, gdy trzeba było oboje sztormowaliśmy niebo wypraszając potrzebne łaski dla poszczególnych osób. Choć z jednej strony tak po ludzku będzie mi brakowało naszych rozmów i spotkań, to wiem, że teraz mam w niebie brata, który będzie prosił Boga o potrzebne łaski nie tylko dla mnie, ale dla każdej osoby, którą spotkał na swojej drodze życia. Choć fizycznie już go z nami nie ma, to tak naprawdę jest z nami cały czas, bo człowiek umiera na tym świecie dopiero, gdy umiera o nim pamięć. A ta o bracie Mariuszu pozostanie z nami na długo, jeśli nie do końca świata.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza